19 grudzień 2000 r. – 19 grudzień 2020 r.
Życie każdego człowieka naznaczone jest charakterystycznym dla niego charyzmatem. Droga do nieba jest wyznaczona indywidualnie każdemu człowiekowi. Charyzmat ten jest pewną tajemnicą dla każdego człowieka i ukazuje niepowtarzalne piękno życia z Bogiem. Droga każdego z nas wpisuje się w wielki i wspaniały plan Boga.
Przyglądając się życiu Ludmiły Roszko i przeżywając wraz a nią radości i trudy codziennego życia uwielbiajmy Boże Miłosierdzie i zapalajmy się jeszcze głębszą miłością ku Bogu, który ukochał nas niepowtarzalnie i pragnie zażyłości z nami coraz mocniejszej z dnia na dzień.
Tuż przed świętami 2000 r. zmarła doc. Ludmiła Roszko – geograf związany z UMK od samego początku. W roku 1945 była jednym z organizatorów powołanej do życia toruńskiej Alma Mater. Studia wyższe na kierunku geografii ukończyła w 1939 roku w Wilnie. Po wojnie rozpoczęła pracę naukową – już w Toruniu. W 1951 roku doktoryzowała się, tytuł docenta nadano jej w 1955 roku. Z powodów politycznych nigdy nie została mianowana profesorem. Trzykrotnie wnioskowano o przyznanie jej tytułu profesora nadzwyczajnego. Za każdym razem nominacji sprzeciwiały się władze PZPR. W latach 60. została zawieszona w czynnościach służbowych z powodów politycznych. Wielokrotnie też szykanowano ją za niezłomne manifestowanie swoich poglądów politycznych oraz przekonań religijnych i światopoglądowych. Do roku 1983 czynnie uczestniczyła w życiu uniwersytetu, którego była współtwórcą. Oprócz zajęć ze studentami prowadziła także ożywioną działalność na niwie turystycznej – założyła uniwersyteckie koło PTTK. Była także wybitnym społecznikiem działała w Społecznym Komitecie Pomocy Repatriantom przy PCK na UMK.
Wspomnienie jednej z członkiń Instytutu – Janiny – Inki
„Podczas ciężkiej choroby u kresu swego życia z wielką radością przyjmowała odwiedziny członkiń Instytutu i sióstr z gałęzi habitowej. Te, które nie mogły kontaktować się z nią bezpośrednio pisały listy, przekazywały pozdrowienia, które świadczyły o miłości i wdzięczności za trud i heroiczne poświęcenie dla wspólnoty. Jedna z członkiń wspomina: „Ciężko chora, bardzo słaba, ale wciąż miała trzeźwy umysł. Odwiedził ją ks. Bp A. Suski, dłużej z nią rozmawiał i był zdumiony jasnością jej umysłu. Modliłyśmy się przy Ludce, odmawiałyśmy koronkę. Ostatnio nie miała już sił mówić, ale widać było, że uczestniczyła. Były przy niej relikwie św. Faustyny. Parę dni przed śmiercią prosiła, abym je zabrała, by nadal służyły chorym i potrzebującym naszym członkiniom i nie tylko”.

